Rynek mieszkaniowy

Młodzi bez szans na własne mieszkanie?

Czarno-białe zdjęcie przedstawiające smutną, młodą kobietą, która podpiera czoło dłonią

Młodzi Polacy próbują odnaleźć się w nowej rzeczywistości. Sytuacja na rynku mieszkaniowym zmienia się diametralnie i coraz więcej ekspertów uważa, że jako naród będziemy musieli zmienić nawyki – standardem nie będzie już życie we własnościowym lokalu, ale wynajmowanym. Niestety, ale problem zaakceptowania tego nowego ładu spada całkowicie na młode pokolenie, ponieważ ich rodzice i dziadkowie mieszkają już “na swoim”. Za to osoby dopiero zaczynające karierę mają ucinane skrzydła, gdy skonfrontują swoje marzenia z realiami, czyli z niedostępnym kredytem i wysokimi cenami metra kwadratowego.

Dotychczas wyglądało to tak, że kto dobrze zarabiał, ten mógł sobie pozwolić na zakup własnego M (oczywiście wspierając się kredytem). Kredyt mieszkaniowy i własnościowe mieszkanie stały się wręcz symbolem pełnego wkroczenia w dorosłe życie. Jednak od kilku lat dostępność mieszkań spada tak mocno, iż teraz nawet z niezłą wypłatą nie da rady zrealizować marzeń o prywatnym kącie. Pisząc o dostępności, mamy na myśli parametr często stosowany w analizach rynku mieszkaniowego, czyli dostępność finansową. Bo mieszkań na sprzedaż jest dużo. Problemem jest tylko to, iż kosztują nieadekwatnie do przeciętnych zarobków. Nie są więc “dostępne”.

Na młodą osobę chcącą kupić mieszkanie czekają dwie główne przeszkody: wkład własny oraz trudno dostępny i drogi kredyt. Jeśli chodzi o wkład własny, to teoretycznie trzeba uzbierać 20% kwoty całej transakcji, jednak w praktyce nadal większość banków ma w ofercie kredyty z 10% wkładem własnym. Jednak w takim scenariuszu trzeba się liczyć z tym, iż koszt kredytu będzie jeszcze wyższy – w ten sposób bank rekompensuje sobie większe ryzyko. Niestety w przypadku wielu osób nawet te 10% to przeszkoda nie do przeskoczenia. Często koszty życia pochłaniają większość pieniędzy, bo w końcu, jak się nie ma własnego mieszkania, to mieszkać gdzieś trzeba, więc płaci się za najem. Farta mają ci, których wsparli rodzice. Pozostałym pozostaje powolne ciułanie wkładu.

Druga wspomniana przeszkoda to trudno dostępny i drogi kredyt. Wynika to bezpośrednio z ostatnich decyzji RPP, która, walcząc z inflacją, systematycznie podnosi stopy procentowe. To przekłada się na wyższe oprocentowanie kredytów, także mieszkaniowych. Wyższe oprocentowanie to większa miesięczna rata, to zaś powoduje, iż banki dużo gorzej oceniają naszą zdolność kredytową. Tutaj wpływ ma także rekomendacja KNF, zalecająca bardziej rygorystyczne obliczanie kosztów życia. Summa summarum od października 2021 zdolność kredytowa spadła o około połowę. Ceny mieszkań zaś wzrosły.

No właśnie – przejdźmy do cen. Bo ostatecznie to właśnie o nie rozbija się wszystko. Przez ostatnie dwa lata mieszkaniówka przeżywała istny boom i mkw mieszkania osiągnął niebotyczną stawkę. Teraz ci, których już nie stać na zakup, liczą na spadki cen. Czy to realna perspektywa, czy mrzonka? Na pewno nic nie jest pewne. Jest wiele parametrów rynku, które sugerują, że powinna nastąpią korekta cen w dół. Z drugiej strony jednak póki co nie widać żadnych wahań. Co więcej – ceny nadal rosną. Część ekspertów uważa, że taniej nie będzie, bo koszty budowy są coraz wyższe. Tak więc czekanie na zapaść można porównać to czekania na wygraną w loterii – może się trafić, lecz lepiej swoje życiowe plany oprzeć na czymś innym.

Na czym zatem? Przede wszystkim, jeśli nie chcemy zastąpić posiadania najmem, powinniśmy odkładać na wkład własny. Dzięki temu, gdy pojawią się sprzyjające okoliczności (mieszkanie w dobrej cenie, załamanie cen), to będziemy mogli natychmiast podjąć decyzję o zaciągnięciu kredytu i kupnie wymarzonego lokalu. Druga sprawa to zdroworozsądkowa weryfikacja własnych oczekiwań. Prawda jest taka, że każdy celuje w lokal w dobrej lokalizacji, czyli gdzieś w miarę blisko centrum. Być może nie jest to konieczne? Szczególnie, jeśli pracujemy zdalnie. Mieszkanie położone bardziej peryferyjnie potrafi być tańsze nawet o kilkadziesiąt procent. No i trzecia rada – należy rozwijać się zawodowo. Dzięki temu nasze dochody będą systematycznie rosły i być może za kilka lat to, co finansowo nieosiągalne, znajdzie się w zasięgu ręki.

1 komentarz
  1. nbbx 3 miesiące temu
    Odpowiedz

    nie będziesz miał nic i będziesz szczęśliwy

Zostaw komentarz

Może Ci się także spodobać